Siedzieli na ławeczce i poza sobą nie widzieli świata.

innego, mianowicie fakt, że zdołała dotknąć pewnej struny w duszy
- Gdzie?
wtedy powiedziała, może być teraz ważne.
- Dziś wieczorem nie pójdziesz już nigdzie,
nie można było tego usłyszeć. Po cichu zamknęła
przystojny. Ujrzała błysk srebrnego łańcuszka na smagłej szyi, dałaby
Wiesz równie dobrze jak ja, że tutaj są niekończące
Zdążył już oddać kilka strzałów za pomocą zaostrzonych drewnianych
- Ale jak możesz ufać...
- Nie boi się pani, że wampiry przybędą za panią, żeby się zemścić?
- Z fajtłapami - zakończył za niego Nate.
Jakiś kretyn polował tutaj, przy niej. A przecież
- Nie możesz nigdzie biegać, przecież masz dzieci, rodzinę...
blokował sobą wyjście. Próbowała się przecisnąć,

niemożliwe – posłużyła się telefonem na kartę, nie do wykrycia. Dlatego tak bardzo

Lathama albo oprycha Izzy'ego.
328
wstała. Nie miała sprecyzowanych zamiarów, wstała

RS

Majstrował przy pokrętle klimatyzacji, by uporać się z coraz wyższą temperaturą. Budynki
– Dzięki – mruknął Bentz. – Zrób coś dla mnie. Dowiedz się czegoś o bracie. Fernando
Savannah przez jakiś czas chodził do knajp na podryw, miał nawet kilka przygód na jedną noc. Seks był niezły, ale trochę jak tania whisky. Następnego dnia Reed czuł się zmęczony, wypluty i zwyczajnie stary. Dał sobie spokój. Nie potrzebował przekrwionych oczu i wyrzutów sumienia. Ile razy mówił „Zadzwonię do ciebie”, chociaż wiedział, nawet po paru drinkach, że łże jak pies i że chodzi mu tylko o jeden numerek, o nic więcej. Może powinien grać w kręgle. Albo w golfa. Albo uprawiać wspinaczkę skałkową. Cokolwiek. Potarł dwudniowy zarost, dopił resztki zimnej kawy i postanowił przejść się do biura Kathy Okano. Zadać jej kilka pytań. To przecież ona naciskała na przyspieszenie śledztwa w sprawie Bandeaux, a teraz się wycofuje. Niezdecydowana jak dziewica. Przeszedł przez korytarz i już miał wejść do jej gabinetu, gdy drogę zablokowała mu jej sekretarka - Tonya. Wyglądała jak czynna członkini Światowej Federacji Zapaśniczej. Grubo ciosana, zdecydowanie mało kobieca figura, do tego tona makijażu, czarne, wzburzone włosy i cięty język. - Wyszła. - Dokąd? - Była umówiona na lunch - odpowiedziała sekretarka. - Ale właśnie rozmawiałem z nią przez telefon. - A, to już wiem, dlaczego wyleciała stąd jak szalona - powiedziała Tonya. - Przekażę jej, że pan był. - Dzięki - warknął, wsadzając ręce do kieszeni. Zawrócił do swojego gabinetu i przyspieszył kroku, słysząc telefon. Dzwoniła Morrisette. - Pieprzony dupek! Powinnam cię spisać! - wrzeszczała. Pewnie ktoś zajechał jej drogę. - Za co? - zapytał Reed. - Cześć! Słyszałeś najświeższe wieści? - zapytała, przekrzykując hałas skrzeczącego radia policyjnego i pędzących samochodów. - Wczoraj w nocy Berneda Montgomery kopnęła w kalendarz. - Matka? - Zgadza się, zabrano ją do szpitala, bo miała atak z serca, i w ciągu dwudziestu czterech wykitowała. I co powiesz? Pechowo, nie? Ty! Uważaj! Jak jedziesz, kurwa! - Opanuj się. Opowiedz mi o Bernedzie Montgomery. - Niewiele wiem, ale w szpitalu wrze. Wygląda na to, że nie umarła tak po prostu. Broniła się. Niewykluczone, że ktoś wśliznął się do jej pokoju i udusił ją albo podał jakiś środek. - Cholera! - Amanda Montgomery ostrzegała go, że ktoś próbuje wykończyć całą rodzinę. Zdaje się, że miała rację. - Spotkajmy się w szpitalu. - Już tam jadę. Sięgnął po marynarkę i kątem oka dostrzegł jakiś ruch. Odwrócił się i zobaczył Sugar Biscayne. - Detektywie Reed? Mogę z panem chwilę porozmawiać? - Jej wczorajsza buta wyparowała bez śladu. Spojrzał ostentacyjnie na zegarek. - Jasne. Proszę wejść. - Zaprosił ją do środka.

topiel, tak że pojazd pogrążyłby się razem z pasażerami,

Śpiewała Crazy.
Nie, nie wierzył w to ani przez chwilę.
na siebie, bo gdyby był w dobrej formie, rozwiązałby zagadkę śmierci bliźniaczek Caldwell, i